Kazachstan 2015

Świadectwo przed stażem misyjnym - Kazachstan

Image

Kazachstan!?! - why not?

Nazywam się Michał Pierz i jestem obecnie klerykiem drugiego roku formacji. Chciałbym podzielić się moim głębokim pragnieniem. Lipiec 2015 roku pragnę przeżyć w dość osobliwy sposób, a mianowicie wśród oceanicznych powierzchni stepu kazachskiego. Przyznaję, że do tej pory nie śniłem nawet o Kazachstanie, a za dwa miesiące mam być na kontynencie azjatyckim. Skąd ten dość zwariowany (jak dla mnie) pomysł znalazł się w mojej głowie? To właśnie chciałbym teraz przedstawić.

W naszej seminaryjnej wspólnocie dość prężnie jak zauważamy działa Kleryckie Ognisko Misyjne. Wiadomą rzeczą jest, że klerycy wyjeżdżają na staże już od 8 lat. (WARNING! Dwa pierwsze zdania dla osób z pamięcią krótkoterminową, bo te informację są przecież wszystkim znane).

Najbardziej wiadomą zaś rzeczą jest jeszcze to, że klerycy w swoim Domu Alumna pełnią różnorakie funkcje. Jedną z posług spotykaną na co dzień jest „warta” na furcie przewiązkowej. Życie nikogo nie oszczędza, więc i ja pewnego popołudnia podjąłem się tej służby. Nagle, w godzinach okołokolacyjnych, od czytania książki wzrok mój oderwała czyjaś obecność. Więc wznoszę swój wzrok ku górze i widzę dwóch moich braci z rocznika, którzy, po oczach poznając (bo znamy się już prawie dwa lata), coś kombinowali. Po radosnym okrzyku w stylu „O! Cześć Michał, to ty tutaj jesteś? Ale niespodzianka!”, już byłem pewny, że sprawa jest „gruba”. Rafał Sz. (pseudonim artystyczny „Terrorysta”) i Wojtek M. (o pseudonimie „Dziadek”)mocno zaangażowani w działalność Ogniska Misyjnego zaproponowali mi dość nietypową formę przeżycia wakacji - pod pseudonimem staż misyjny. Nie wiem, czy szanowny czytelnik kojarzy kreskówkę z barwną postacią Goofy’ego, któremu co jakiś czas wyskakiwały „oczy z orbit”? Moja reakcja była podobna, potem była salwa śmiechu i przeszliśmy do bardziej poważnej dyskusji z poważniejszymi argumentami. Moi bracia rocznikowi nie odpuszczali i zaciekle mnie próbowali przekonać. Po iście sejmowej bitwie na głosy obiecałem zastanowienie. Tak oto zrodził się dopiero (sam!) pomysł wyjazdu na staż. Przypadek? Nie dla mnie. Więc co? Oczywiście, że Palec Boży. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale czuję, że to wszystko pochodzi od „Szefa u góry”. To jest to pierwsze światło, że jest to dzieło Boże, więc Pan to jakoś przeprowadzi według swojej woli. Lecz motywacji szukam nieustannie, zwłaszcza, gdy przychodzą trudności.

Faktem jest, i tu się chyba wszyscy ze mną zgodzą, że bez przygotowania nie można wyruszyć w taką podróż. Co dopiero na staż misyjny! Motywacje, i to te jasno określone, potrzebne są już w fazie przygotowania i składają się na nie. Perspektywa poznania innego wymiaru Kościoła i kościoła, pomaga w niełatwym przygotowaniu językowym. Dla mojej generacji, nie posiadającej języka rosyjskiego w podstawowym asortymencie przedmiotów szkolnych, styczność z formami lingwistycznymi obywateli byłego ZSRR przysparza dość sporych wyboistości. Lecz chcą pobyć z Kazachami dobrze by było przy okazji zamienić kilka zdań, a nie tylko obserwować i „migać”. Oczywiście tu przesadzam troszkę, ponieważ jedziemy do polskiego kapłana, księdza Janusza Potoka, który rokrocznie zaprasza kleryków. W naszej docelowej parafii Karagandzie, nieraz wybrzmiewa polska mowa z ust wiernych. Aż tak tragicznie to nie będzie (miejmy nadzieję). Kolejnym celem tego stażu jest sposobność niesienia pomocy i to dwojakiej: fizycznej i duchowej. Jak przy polskich żniwach każda para rąk do pracy się przydaje, tak i na podobieństwo w Kazachstanie. Roboty nie brakuje i na to się również nastawiam. Jeśli chodzi o tę drugą pomoc, duchową, to pragnę wypełnić nakaz misyjny Jezusa „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody”(Mt 28,19). Oczywiście nie będzie to w jakiejś wyszukanej formie kaznodziejskiej czy katechetycznej, a na miarę moich niewielkich możliwości: przez wspólną Eucharystię, adorację, różaniec i przez świadectwo życia. Jest więc to dość duży sprawdzian siebie, lecz i forma ujrzenia jaki jestem naprawdę. Jak mówi stare łacińskie powiedzenie Nemo est tam fortis, quin rei novitate perturbatur (nikt nie jest tak mocny, by nie był zaskoczony w nowej sytuacji). Ufam również bardzo mocno, że ten staż pozwoli mi poszerzyć horyzonty myślenia. Uwierz, drogi czytelniku, że istnieje dość groźna pokusa, by się zamknąć na swoim podwórku i doglądać tylko swoją trzódkę i grzać się we własnym ciepełku nie wystawiając nosa na zewnątrz. Niestety (a raczej na szczęście) moja parafia, dekanat czy diecezja to nie początek i koniec świata. Świadomość, że są ludzie, którzy nie znają Ewangelii i Jezusa wzmacnia gorliwość apostołowania i znoszenia niewygód. A przecież wszyscy jesteśmy wezwani do głoszenia! Wierzę więc głęboko, że przyszła obecność Kazachów, wywrze na mnie pieczęć prawdziwej misyjności Kościoła. Nie wiem czy będę misjonarzem, czy nie, ale wiem, że ludzie muszą sobie pomagać w ten czy inny sposób i szukać ciągle nowych form. A jeśli stawka jest większa niż życie (na ziemi), bo bój toczy się o wieczność, to jest ona warta każdego wysiłku.

Na koniec jeszcze jedno starożytne powiedzonko: Sit finis libri, non finis quaerendi (koniec książki, nie koniec szukania). Odkrywanie kolejnych motywacji się tutaj nie kończy, tak jak nie kończą się przygotowania. Dlatego Ciebie, drogi czytelniku tego krótkiego świadectwa, proszę o modlitwę. Za mnie, za moich braci, którzy również się przygotowują, za misjonarzy i misjonarki całego świata. Pamiętaj, że ja również będę cię otulał bratnią modlitwą kleryka. Niech Maryja, Pani Szkaplerza Świętego, wyprasza potrzebne łaski! Довстречи!

Michał Pierz

Relacja ze stażu misyjnego w Kazachstanie 2015

05.07.2015r. - niedziela

Po rzetelnych przygotowaniach zarówno intelektualnych jak i duchowych, wyruszyliśmy samochodem w kierunku lotniska Chopina w Warszawie. W czasie kilkugodzinnej trasy zastanawialiśmy się nad przyszłymi wydarzeniami. Wiele rzeczy wykonywaliśmy po raz pierwszy, jak np. odprawa bagażowa, kontrola bagażowa, i sam lot. Na szczęście wszystkie te czynności odbyły się bez większych problemów. Przed nami pozostał jedynie kilkunastogodzinny lot.

Image

06.07.2015 r. - poniedziałek

Po odbytych dwóch lotach (Warszawa - Kijów, Kijów - Astana) wypełnialiśmy karty migracyjne w punkcie kontroli paszportów, w stolicy Kazachstanu. Byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi, że dotarliśmy cało i zdrowo na lotnisko w Astanie. Na miejscu oczekiwał na nas bp Janusz Kaleta. Po przywitaniu wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do miasta, w którym przez prawie miesiąc mieszkaliśmy - do Karagandy. Około 400.000 osób żyje na terenie tej miejscowości, z czego katolicy rzymskiego obrządku stanowią około pół procenta. Wśród wyznań religijnych tego miasta można wymienić islam, prawosławie, grekokatolicyzm, jak i protestantyzm oraz różne sekty. Do parafii katedralnej, w której posługuje ks. Prał. Janusz Potok, przynależy dwustu katolików. Czterogodzinna podróż po zatopionych w morzu remontów drogach kazachskich ubogaciła nas o nowe doświadczenia. Po pierwsze, dowiedzieliśmy się od księdza biskupa o zmianie strefy czasowej (i to cztery godziny!), po wtóre, o godzinie czwartej rano rozciągał się wspaniały widok na sięgający aż po horyzont step, po trzecie ujrzeliśmy pierwsze domy w Kazachstanie. Budownictwo jest w większości przypadków skromne, proste i podstarzałe. Obejście zaś zadbane i przyozdobione małymi choćby rabatkami. Obok domu stał przeważnie kilkudziesięcioletni samochód. A po posiadanym samochodzie wyraźnie widać podział w społeczeństwie na bogatych i biednych. I oto zajechaliśmy w końcu do celu – do parafii katedralnej w Karagandzie. Tam bardzo serdecznie przywitał nas ks. Janusz Potok, dwie pani kucharki (Kazaszki), pani Kasia Chęsy – misjonarka świecka z Polski i kilka sióstr zakonnych różnych narodowości. Od tego momentu rozpoczęło się przełamywanie bariery językowej. Następnie zakwaterowaliśmy się w jednym z pokojów i po wzięciu ciepłej kąpieli przespaliśmy się kilka godzin. Wstaliśmy dopiero na obiad, gdzie poznaliśmy kilka nowych osób. Ks. Janusz zaprosił nas również na odbywający się na plebanii kurs Cinestetics. Prowadziło go małżeństwo z Niemiec – Norbert i Lilia. Więc trzeba było odświeżyć sobie również znajomość języka niemieckiego. Zajęcie ODBYWAŁY się do soboty. Przez jedno popołudnie dowiedzieliśmy się jak zachowują się nasze zmysły w kontakcie ze środowiskiem oraz co jest ważne przy pracy z ludźmi chorymi. Potem o godzinie 18:00 w Kościele był wystawiony Najświętszy Sakrament i odmawialiśmy różaniec w języku rosyjskim. Eucharystia rozpoczęła się o 19:00. W przepięknej katedrze dziękowaliśmy Boga za wszystkie łaski, które dla nas sprawił. Następnie, międzynarodowym zespołem, przygotowaliśmy i zjedliśmy kolację. Wieczorem, przy temperaturze 21o C podlewaliśmy kwiatki i trawę wokół Kościoła i plebanii. Potem oddaliśmy się w objęcia błogiego snu.

07.07.2015r. – wtorek

Drugi dzień rozpoczęliśmy od modlitwy w kaplicy na piętrze plebanii. Wraz z ks. Januszem i p. Kasią pomodliliśmy się Jutrznią i Godziną czytań, a następnie udaliśmy się do kuchni by zjeść śniadanie. Po tym każdy udał się do swoich obowiązków. W pierwszym dniu naszym zadaniem było koszenie trawy, na dość obszernym podwórzu. W przerwie udaliśmy się z ks. Januszem do siedziby Caritasu. Aktualnie trwa tam remont dachu. Siedziba ta składa się z sześciu i pół chatek, które są w odległości 6 metrów od siebie. W Caritasie pracuje pani Natasza (Kazaszka) oraz jej córka Oksana. Przez ich ręce kierowana jest pomoc do potrzebujących. Przede wszystkim przekazywane są ubrania i pożywienie, ale również sprzęt medyczny i opieka pielęgnacyjna. Co roku Caritas organizuje również dla dzieci i młodzieży obozy wakacyjne, a w ciągu roku organizowane kursy np. języka angielskiego. W porze obiadowej przybył do Karagandy Nuncjusz Apostolski Kazachstanu bp Miguele. Zaproszonych gości z Włoch oprowadzał po tutejszej pięknej katedrze. Mieliśmy tą przyjemność zamienić kilka zdań z ks. Nuncjuszem. Ucieszył się, że w Kazachstanie są klerycy z Tarnowa i pozdrowił całą diecezję. Następnie służyliśmy przy stole ks. Biskupa. Po zakończonym posiłku powróciliśmy do koszenia trawy. Głównym punktem dnia była Eucharystia oraz poprzedzająca ją adoracja Najświętszego Sakramentu. Na koniec dnia podlewaliśmy roślinność wokół plebanii oraz Kościoła. Dzień ten był pełen wrażeń i spotkań z nowymi ludźmi, za co jesteśmy wdzięczni Bogu.

08.07.2015r. – środa

Rozpoczęliśmy dzień od fundamentu – modlitwy. Mając w pamięci słowa Jezusa: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić”(Mt 15,5), modliliśmy się do Pana o owoce tego stażu i o głęboką wiarę dla całego Kazachstanu. O godzinie jedenastej uczestniczyliśmy w obrzędach pogrzebu. Zajechaliśmy z ks. Januszem Potokiem do mieszkania, gdzie leżało ciało zmarłej. Miała ona już 99 lat. Kilka krewnych osób wysłuchało Ewangelii oraz krótkiego kazania i było z nami podczas modlitwy. W trakcie trwania obrzędów pogrzebowych kropi się wodą święconą trumnę, ziemię do grobu, krzyż, który będzie wbity, wieńce pogrzebowe i świece. Ks. Janusz śpiewał również pieśń „Anielski orszak” w wersji rosyjskiej. W drodze powrotnej opowiadał nam, że nieraz bywają pogrzeby osób, które kiedyś tam miały jakąś styczność z Kościołem Katolickim, ale w kościele nie bywały prawie w ogóle. Potem powróciliśmy do koszenia trawy i porządkowania placu przy plebanii. Wieczorem poznaliśmy już wszystkich mieszkańców tego domu a mianowicie biskupa ordynariusza Adelio Dell’Oro oraz czterech wikariuszy i pozostałe siostry zakonne.

12.07.2015r. - niedziela

Dziś o godzinie 11 celebrowana była uroczysta Msza święta, której przewodniczył Bp Adelio Dell’Oro. Pochodzący z Włoch duchowny pracuje jako misjonarz fidei donum w Kazachstanie z przerwami od 1997 r. W Mszy świętej uczestniczyło około 150- 170 osób. Parafian zaś jest dwustu. Sześciu ministrantów posługiwało do Mszy. Piękny śpiew chóru parafialnego pomagał się modlić. Co ciekawe chór parafialny składa się z jednej, dość licznej rodziny. W Karagandzie posługują trzy chóry tj. trzy rodziny, prowadzone przez siostrę organistkę oraz misjonarkę Kasię. Co ciekawe Episkopat Kazachstanu wyraził zgodę by wierni przyjmowali Komunię świętą pod dwoma postaciami i to na każdej Mszy Świętej.

13.07.2015r. - poniedziałek

Dzisiaj o godzinie 10 wyjeżdżamy na obóz z dziećmi w wieku od 11-16 lat. Organizatorem wyjazdu jest Caritas w Kazachstanie. Dzieci te pochodzą często z uboższych rodzin, niewierzących, w których pojawiają się różne patologie. Busem pojechaliśmy wraz z szesnastką dzieci do Sarania – miejscowości odległej od Karagandy o 22 kilometry. Mieszkamy w domu, który jest własnością tutejszej parafii. Na pierwszym piętrze znajduje się Kościół parafialny, tzn. kaplica. Popołudnie zaczęliśmy od przeczytania zasad domu i zapoznaliśmy się ze wszystkimi uczestnikami obozu i podzieliśmy się na 3 grupy. Po obiedzie był czas na rekreację, więc udaliśmy się na tutejsze „Wembley”, gdzie bawiliśmy się wszyscy niespełna godzinę. Potem miała miejsce konferencja na temat samopoznania i wytyczania celów w życiu (oczywiście wszystko w języku rosyjskim) . Wraz ze zmierzchem rozpoczęliśmy przygotowania do pogodnego wieczorku, na którym każda grupa prezentowała hasło charakteryzujące ją, piosenkę i skecz. Wiele było przy tym uśmiechu i była to dobra szansa na zawiązanie więzi. Dzieciaki wykazywały się cierpliwością wobec nieumiejących języka i dużo gimnastykowały się byśmy ich zrozumieli. Po wspólnie spędzonym czasie, tańcach i grach podsumowaliśmy dzień. Usiedliśmy w kręgu i każdy wypowiadał się co mu sprawiło dziś przyjemność oraz co mu się podobało.

20.07.2015r. - poniedziałek

Tygodniowy pobyt na obozie młodzieżowym bardzo nas ubogacił. Dzięki ciągłej, bliskiej obecności dzieciaków mogliśmy lepiej poznać siebie nawzajem, swoją kulturę i obyczaje. Dzięki niestrudzonej pracy tych młodych ludzi podniósł się nasz poziom języka rosyjskiego na poziom w którym możemy się już komunikować. W związku z tym, mogliśmy czerpać z konferencji prowadzonych przez animatorów. Dotyczyły one głównie samopoznania, zasad fair play, umiejętności posługiwania się mapą, kompasem, zasad zdrowego żywienia i innych. By te konferencje nie były tylko teorią, to popołudniowe zabawy w plenerze w dużej mierze bazowały na wiedzy zdobytej podczas „wykładów”. Za każde zadanie, rywalizację sportową, bądź pracę w grupach zarabiało się punkty, które wieczorem można było wymienić w sklepiku na drobne nagrody lub łakocie. Biorąc pod uwagę całość obozu trzeba przyznać, że poziom przygotowania był bardzo wysoki. Począwszy od przygotowania i nastawienia animatorów, którzy nieraz są byłymi uczestnikami takich obozów, poprzez całe zestawienie bloków tematycznych konferencji i zabaw, po organizację czasu, aż do wszelakich atrakcji. Również bardzo mocno na przebieg tego obozu i wspaniałą domową atmosferę miało wpływ nastawienie dzieciaków. Bez ich otwartości, radości, chętnym angażowaniu się i prostoty można stwierdzić, że obóz byłby o wiele, wiele cięższy.

Wiemy, że łaska Pana Boga jest związana z wydarzeniami. Dlatego z błogosławieństwem ks. Bp Andrzeja Jeża udaliśmy się do Kazachstanu by walczyć o nasze uświęcenie. Pośród przebogatych doświadczeń tego pobytu, zdaje się, że tylko jedno zdanie potrafiłoby scharakteryzować pracę misjonarza: ora et labora. Dwa potężne filary, na których wspiera się ta posługa. Spotkani przez nas misjonarze wykazali się niezwykłym przywiązaniem do modlitwy, zarówno wspólnotowej, jak i indywidualnej. Ze źródła Chrystusowego krzyża czerpali siłę do wszelkich działań. Kapłani posługujący w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej – Matki Wszystkich Narodów w Karagandzie, przy której mieszkaliśmy, z wielkim zapałem codziennie dzielili się Słowem, głosząc homilie i kazania. Nie zatrważali się liczbą osób w Kościele, mimo że ograniczała się ona nierzadko do 3 kleryków z Polski i siostry zakrystianki. Przed wieczorną Mszą Świętą, podczas godzinnej adoracji posługiwali sakramentem pokuty i kierownictwem duchowym. Po zakończonej Eucharystii wychodzili przed Kościół do wiernych by porozmawiać z nimi. Wracając do swoich licznych obowiązków spali oni po kilka godzin dziennie. Nie zabiegali o wygody i luksusy, lecz cieszyli się ze wszystkiego co mieli. Ich postawa pracy duszpasterskiej ukazywała całkowite spalanie się w służbie Bogu i ludziom. Bardzo cieszymy się, że mogliśmy ubogacić się w takie wzorce, kapłanów gotowych poświęcić wszystkie swoje siły dla drugiego człowieka, w którym widnieje twarz Jezusa. Chociaż „słudzy nieużyteczni jesteśmy” to radujemy się niezmiernie, że mogliśmy odciążyć misjonarzy od niektórych prac fizycznych, np. przy koszeniu, podlewaniu trawy, pracach porządkowych przy plebanii i w garażach, przy sprzątaniu plebanii i kościoła katedralnego i wspierać ich naszą obecnością i modlitwami. Wdzięczni jesteśmy Bogu i wszystkim ludziom, którzy nam pomogli w przygotowaniu do wyjazdu jak i w przeżytej praktyce misyjnej w Kazachstanie.

Revibe: The week’s best design & tech
resources straight to your inbox.

Get in Touch

Revibe Company

A230 W Superior, Suite 500
Chicago, Illinois 60654

T123 109 8765

F013 456 78910